Kolejny przykład pisowskiego „cwaniactwa legislacyjnego” Rząd opóźniając druk uchwały PKW w „Dzienniku Ustaw” usiłuje przyśpieszyć termin wyborów

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

Kolejny przykład pisowskiego „cwaniactwa legislacyjnego” Rząd opóźniając druk uchwały PKW w „Dzienniku Ustaw” usiłuje przyśpieszyć termin wyborów

12 maja Sejm w ekspresowym tempie przyjął przygotowaną przez PiS ustawę o zasadach przeprowadzenia wyborów Prezydenta w nowym terminie – po fiasku „wyborów” 10 maja.  Wyraźnie widać dwa powiązane ze sobą cele, którym ma służyć nowa ustawa. Pierwszy to zminimalizowanie szans na zgłoszenie się nowych kandydatów. Drugi – to jak najszybszy, być może jeszcze czerwcowy termin wyborów. 

Zgodnie z obowiązującym Kodeksem wyborczym i wskazanymi w kodeksie terminami czynności wyborczych (np. najpóźniej w 55. dniu przed dniem wyborów należy dokonać rejestracji w PKW komitetu wyborczego) nie jest możliwe przeprowadzenie wyborów ani 28 czerwca ani też 5 lipca. (Szerzej o tym w Wyborcza.pl – „Kiedy wybory? Jeśli zgodne z prawem, to najbardziej prawdopodobnym terminem jest 19 lipca”).

Ominięcie zapisanych w Kodeksie wyborczym terminów ma umożliwić art.14 ust. 1 ustawy: „W postanowieniu o zarządzeniu wyborów Marszałek Sejmu po zasięgnięciu opinii Państwowej Komisji Wyborczej, określa dni, w których upływają terminy wykonania czynności wyborczych przewidzianych w Kodeksie wyborczym i ustawie, mając na względzie termin wyborów ustalony w postanowieniu. Terminów wykonania czynności wyborczych wskazanych w ustawie z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy nie stosuje się”.

Marszałek Sejmu bez żadnych ograniczeń

Pomysł, by nie stosować terminów z Kodeksu wyborczego i nie zastąpić ich w ustawie jakąś nową propozycją, a zostawić tu pełną swobodę marszałek Witek, w żaden sposób nie mieści się w standardach państwa prawnego. Pozwala bowiem na to, by datę wydania przez marszałka Sejmu postanowienia o zarządzeniu wyborów dzieliło od daty wyborów na przykład 2 tygodnie, a czas zakreślony w postanowieniu na zebranie 100.000 podpisów wynosił na przykład 2 dni (!). Ale w ten sposób można wybory przeprowadzić jeszcze w czerwcu – a jak wiemy PiS-owi zależy, by odbyły się one jak najszybciej.

Jest tu jednak jedno „ale”. Otóż by było to możliwe, marszałek Witek nie może wydać postanowienia o wyborach wcześniej, niż zgłoszona 11 maja ustawa zacznie obowiązywać. Bo bez ustawy musiałby się stosować do terminów z Kodeksu wyborczego – a to pozwalałoby ustalić termin wyborów najwcześniej na drugą połowę lipca. Kiedy ustawa wejdzie w życie – nie wiadomo, bo nie jest jasne, jak długo będzie nad nią pracował Senat. Zapewne nie pełne 30 dni (choć wykluczyć tego nie można), ale pewnie też nie krócej niż dwa tygodnie.

Bezprawna ingerencja rządu w termin wyborów

Z drugiej strony marszałek Witek nie może wydać postanowienia później, niż w 14. dniu licząc od dnia publikacji uchwały PKW w „Dzienniku Ustaw”. I tu pojawia się nielegalny udział rządu premiera Morawieckiego w wyznaczeniu terminu wyborów. Rząd powinien opublikować uchwałę PKW w „Dzienniku Ustaw” niezwłocznie, a dotąd tej publikacji nie ma. Gdyby uchwała została opublikowana np. 12 maja, to ostatnim dniem, w którym marszałek Witek mogłaby wydać postanowienie o wyborach byłby 26 maja. Z punktu widzenia PiS to bardzo ryzykowne, bo jest wielce prawdopodobne, że ustawa nie będzie jeszcze ostatecznie uchwalona. A wtedy marszałek Witek musiałaby się stosować do terminów z Kodeksu wyborczego, a te wykluczają wybory czerwcowe.

Paradoks polega więc na tym, że szybkie (niezwłoczne) opublikowanie uchwały PKW zmusza do przeprowadzenia wyborów zgodnie z terminami czynności wyborczych zapisanymi w Kodeksie wyborczym. A to przesuwa wybory na drugą połowę lipca i daje realne szanse na zgłoszenie się nowych kandydatów. Opóźnienie publikacji pozwala PiS-owi na wybory bez gwarantowanych Kodeksem terminów – a tym samym na ich przeprowadzenie jeszcze w czerwcu, przy pozbawieniu de facto nowych kandydatów możliwości kandydowania.

PiS w swym dążeniu do wprowadzenia jednolitej władzy państwowej podporządkował sobie Trybunał Konstytucyjny a teraz próbuje przejąć Sąd Najwyższy. A okazuje się, że w niektórych przypadkach najważniejsza jest kontrola nad „Dziennikiem Ustaw”.

Andrzej Machowski